Trudno oprzeć się wrażeniu, że największym szkodnikiem w PiS okazał się w ostatnich dniach eurodeputowany Tomasz Poręba, szef kampanii wyborczej. Wczoraj w Europarlamencie zamiast krytykować Platformę Obywatelską i premiera Tuska za jego płytkie przemówienie, zaatakował wiceprezesa własnej partii Zbigniewa Ziobro za to, że ten dość sprawnie wygarnął Tuskowi brak poszanowania wolności słowa i łamanie standardów państwa demokratycznego. Poręba oświadczył dziennikarzom, że Ziobro nie skonsultował swojego wystąpienia na forum Parlamentu Europejskiego z władzami partii ani ze sztabem i taka sytuacja w przyszłości nie może się powtórzyć.Szef kampanii wyborczej PiS tym samym odwrócił uwagę mediów o istoty sporu pomiędzy PO i PiS i przeniósł ją na wewnętrzny konflikt we własnej partii, którego najprawdopodobniej wcale nie ma.
Nawet Hanna Gronkiewicz Waltz na łamach „Faktu” zauważyła, że nie jest możliwe aby Ziobro atakował Tuska na arenie międzynarodowej nie konsultując tego wcześniej z Jarosławem Kaczyńskim. Zresztą Ryszard Czernecki eurodeputowany PiS i członek komitetu politycznego ( Tomasz Poręba przez wzgląd na małe doświadczenie polityczne w komitecie nie zasiada) w jednej ze stacji telewizyjnych ujawnił, że komitet był informowany o działaniach wiceprezesa Ziobro, także o planach wysłania listów do szefów wszystkich frakcji w Europarlamencie opisujących skandalicznie działania rządu PO, wyrzucanie dziennikarzy z mediów publicznych za poglądy polityczne, ataki ministra skarbu na dziennik „Rzeczpospolita” i wysyłanie uzbrojonych funkcjonariuszy do studenta, autora satyrycznej strony internetowej, krytykującej prezydenta.
Są trzy wytłumaczenia tak bezmyślnego z PR-owskiego punktu widzenia zachowania Poręby.Pierwsze jest dla niego łagodne. Po prostu nie rozumie mediów i musi się jeszcze dużo nauczyć. Pod wpływem nagłego awansu partyjnego sodówka uderzyła do głowy. Jak twierdzą koledzy z partii ma wyjątkowe parcie na na szkło więc jak podbiegli do niego dziennikarze bez konsultacji z władzami partii powiedział, co mu ślina na język przyniosła. Jeżeli tak rzeczywiście było to znaczy, że nie nadaje się na szefa kampanii wyborczej, bo w przyszłości będzie zaliczał wpadkę za wpadką.
Drugie wytłumaczenie świadczy o tym, że być może jest bezmyślnym narzędziem w rękach starszych kolegów i gdy okazało się, że mainstreamowe media zaatakowały wystąpienie Ziobry, odciął się od niego za cichym przyzwoleniem góry. Ta wersja nie wróży mu błyskotliwej kariery politycznej. Marionetki bowiem, zazwyczaj kończą na śmietniku.
Trzecie wyjaśnienie byłoby dowodem wyjątkowego zdegenerowania.Być może Poręba jako bliski znajomy Bielana i Kamińskiego jest bardziej lojalny wobec byłych spin doctorów, niż wobec Jarosława Kaczyńskiego. Być może stara się wewnętrznie rozbijać PiS, by partia przegrała kampanię wyborczą. Stanowisko szefa sztabu może mu w tym tylko pomóc.Rozgrywanie PiS-u w mediach jest być może jego głównym zadaniem. Partia wewnętrznie skłócona jest łatwym przeciwnikiem w kampanii. Można ją obśmiać w mediach.Przedstawić jako bandę kłótliwych głupców, co wczoraj z udziałem Poręby miało miejsce.
Który z tych scenariuszy jest prawdziwy, wie tylko Tomasz Poręba. Jedno jest pewne, to co zrobił pomogło bardzo Platformie Obywatelskiej. Podobno sztabowcy Tuska już zacierają ręce, że szef kampanii PiS strzelił sobie takie pięknego gola.



Jak pamiętam, był czas że Pis był rozbijany co tydzień, co 2 tygodnie ulegał destrukcji, był likwidowany. Czekam na kolejne objawienia mesjaszy polskiej sceny politycznej.